JESTEM NA:

O (nie)pamięci miejsc

 

Jakiś czas temu, przyglądając się kierunkowi rozwoju własnej fotografii zauważyłam, że zdecydowanie najlepiej czuję się portretując miasto. I właśnie wokół tych kilku, miejskich cykli krążył będzie dzisiejszy wpis. Betonowe bloki, ulice i parki – ich nieme przyzwolenie na rejestrację, bez stresujących pytań o prawa do wizerunku, czy pozwolenie na publikację. Komfort i przyjemność pracy wynikająca z zawieszenia myślenia o innych ludziach, których obecność sprowadza się, co najwyżej, do tła. Skupienie na pejzażu i kontemplacja przestrzeni.

Intensywnie fotografować swoje miasta zaczęłam stosunkowo niedawno, kiedy poczułam potrzebę szczegółowego opisu swojego życia i przekazania tej jednostkowej, nieuniwersalnej opowieści swoim najbliższym. Pamiętam, że któregoś dnia, gdy w kręgu znajomych wspominaliśmy studenckie czasy, moje własne wspomnienia nijak miały się do tego, co z tych samych miejsc i wydarzeń zachowało się w pamięci moich kolegów. Zaniepokojona zaczęłam drążyć temat i wypytywać ich o szczegóły. Nie wiedziałam jeszcze, że choć wspomnienia są naszą, być może, najcenniejszą własnością, daleko im do dokładnego opisu naszej przeszłości. Co więcej, nasza pamięć może oszukiwać nas (lub oszukujemy się sami przy jej dyskretnej pomocy) „nadpisując” wspomnienia, jak nadpisuje się pliki po dokonaniu w nich na pozór nieistotnych, kosmetycznych zmian. Zwielokrotnione na przestrzeni lat, zmultiplikowane nadpisywanie nierzadko diametralnie zniekształca pierwotne wspomnienie, do którego dostęp bezpowrotnie tracimy. Obrazy zarejestrowane w pamięci przechodzą skomplikowaną, psychologiczno-kulturową obróbkę, nakładając się na nasze wyobrażenia, pragnienia, fobie i lęki. Mimo że tworzą nas, to jednak nie mogłyby o nas obiektywnie zaświadczyć…

 

Własną tożsamość wiążę z pięcioma miastami, przy czym Nową Hutę traktuję w oderwaniu od Krakowa. Każde z tych miejsc, w większym lub mniejszym stopniu, przyczyniło się do zbudowania mojej fotograficznej świadomości i wpłynęło na jej jakość:

SŁUPSK – miasto, do którego wróciłam po dwudziestu dwóch latach stęskniona i zaciekawiona zmianami. Okazało się, że miejsce przeobraziło się nie do poznania, a mnie z trudem przychodzi odnalezienie się w przestrzeni tak diametralnie innej od tej, którą zachowałam w pamięci;

WROCŁAW – to tutaj na dobre rozpoczęłam swoją fotograficzną przygodę, tutaj mieściła się moja pierwsza szkoła fotografii, tutaj wreszcie doświadczyłam największego komfortu i zrozumienia dla moich artystycznych przedsięwzięć. Niestety zgubiłam gdzieś zdjęcia wykonane podczas sentymentalnie nacechowanego pleneru miejskiego, gdzie starałam się uwiecznić (w formacie klasycznych widokówek, cyfrowych przerobionych na czarno-białe) najważniejsze dla mnie miejsca;

POZNAŃ – choć ukończyłam tutejszą ASP, z trzech poznańskich lat zapamiętałam tylko kilku wyjątkowych profesorów i nawiązałam w tym czasie jedną istotną relację, która przetrwała próbę czasu. Cała reszta tamtego życia to jedna wielkie pustka, jak gdybym przeszła obok. Fotografie dokumentujące ten okres mojego życia przepadły wraz ze spalonym dyskiem, a planowany przeze mnie już od dziesięciu lat miejski plener w Poznaniu, wciąż nie wyszedł ani o krok poza mgliste „kiedyś”;

KRAKÓW – jak wspomniałam już powyżej – oddzielony od Nowej Huty, przy czym oba te miejsca traktuję jako osobne pejzaże miejskie. Przez trzynaście lat mieszkałam, uczyłam się i pracowałam w ścisłym centrum Krakowa, gdzie planty były najbliższym parkiem, do którego mogłam wybrać się na spacer z psem. Jednak urok tej części miasta doceniłam dopiero po wyprowadzce. Dzisiaj, wybierając się tramwajem do centrum czuję, jakby była to sentymentalna podróż do przeszłości;

NOWA HUTA – czyli moja teraźniejszość, którą (wiedząc już o przewrotności pamięci) staram się na bieżąco, fotograficznie opisywać. Poruszając się swobodnie po jej ulicach i podwórkach próbuję uchwycić codzienność tego miejsca w sposób, w który nie udało mi się „zapamiętać” na fotografiach czterech poprzednich miast.

 

Zestawy, których fragmenty zaprezentuję w mediach społecznościowych Portfolio jako archiwum traktuję autobiograficznie mając nadzieję, że w przyszłości, ktoś z moich bliskich zechce dowiedzieć się dzięki nim, jak i gdzie toczyło się moje życie. Chcę uniknąć sytuacji, która spotkała archiwum pozostawione przez moich dziadków – ich córki nie potrafią zidentyfikować wielu osób i miejsc uwiecznionych na nieopisanych fotografiach. Dlatego sama skrupulatnie opisuje wszystkie nowopowstałe zdjęcia. Rozmawiając często na temat prywatnych archiwaliów wiem, że obawy przed zatarciem rodzinnych historii nie są tylko moimi….

Wybrane przeze mnie sposoby fotografowania nie są przypadkowe – cały proces dostosowany został do emocji, które mną powodowały. Zazwyczaj są to proste zabiegi wizualne, których zastosowanie ma dla mnie w konkretnych przypadkach dodatkowe, metaforyczne znaczenie. Wszystkie przedstawione fotografie przyjęły w końcowym efekcie formę wydruków cyfrowych (choć niektóre są cyfrowo-analogowymi hybrydami):

PORTRET MIEJSKI – SŁUPSK – cyfrowy fotomontaż z dwóch klatek analogowych. Fotografia w tle to widok z kuchennego okna w mieszkaniu, w którym dorastałam (nie jest datowana, możliwe nawet, że wykonałam ją nie ja, lecz mój tata). Portret wykonany przez jedną z koleżanek podczas wagarów. Z premedytacją wycięty z tła za pomocą jakiegoś nieskomplikowanego, cyfrowego narzędzia – zależało mi na surowym, „nieudolnym” efekcie. Wydruk cyfrowy, szara tektura;

PORTRET MIEJSKI – WROCŁAW – cyfrowy fotomontaż z dwóch klatek (tło – cyfrowe / portret – analogowy). W tym przypadku tłem jest miejski pejzaż Wrocławia, natomiast na pierwszym planie znajduje się mój ulubiony autoportret, a ich w tamtym czasie powstawało całe mnóstwo… Wydruk cyfrowy na szarej tekturze, co podkreśla sentymentalną wartość fotografii;

PEJZAŻ MIEJSKI – KRAKÓW – w tym przypadku frajdę sprawiał mi sam proces. Chodziłam w najbliższe mi miejsca i chciałam przedstawić zatarty obraz Krakowa. Posługuję się tu prostym zabiegiem fotograficznym – używam szarego filtra, który pozwala wydłużyć czas naświetlania. W trakcie powstawania zdjęcia wykonuję ruch aparatem (góra – dół), co daje efekt smug i zamazania, które korespondują z powolnym zacieraniem się szczegółów, wydarzeń i przeżyć w mojej pamięci;

PEJZAŻ MIEJSKI – NOWA HUTA – chyba najważniejszy dla mnie cykl, wykonywany w wyjątkowych okolicznościach (ale o tym opowiem może więcej przy innej okazji). Wydruk cyfrowy na tekturach, 100x70cm – najczęściej wystawiane przeze mnie fotografie.

Ponieważ staram się traktować zdjęcia jako dowody i obiektywnych świadków tego, co dzieje się wokół mnie, wykonałam również zestaw pt.: „NBP – Nowohucki biznes pada”, gdzie rejestruję wpływ, jaki pandemia wywiera na małe, nowohuckie przedsiębiorstwa. Ten surowy, pandemiczny obraz miasta funkcjonuje wyłącznie w Internecie i jeszcze nie podjęłam decyzji co do jego wystawienniczej wersji.

 

Zapraszając raz jeszcze do mediów społecznościowych Portfolio jako archiwum pozwolę sobie na koniec zapowiedzieć spotkanie z kolejnym gościem tego projektu, a mianowicie z Pawłem Jasińskim – malarzem, dla twórczości którego niezwykle istotne okazały się dwa miasta: gęsty, pozwalający zgubić się w nim Kraków, oraz otwarty, przestrzenny, wypełniony powietrzem i światłem Dublin.

Do zobaczenia.

 

 

 

 

29 lipca 2021

O (nie)pamięci miejsc

Katarzyna Laskus - fotografia