JESTEM NA:

O pamięci i przenikaniu

(z Agnieszką Antosiewicz – Mas)

 

Agnieszko, kiedy przyglądam się twojej twórczości fotograficznej przychodzi mi na myśl wiele podobieństw łączących ją z moimi własnym realizacjami. Jednym z nich jest skłonność do poruszania tematów autobiograficznych - pozbawiona pretensji do przekazywania treści uniwersalnych, uogólnionych. Zarówno tobie, jak i mnie, bliskie są także zagadnienia związane z pamięcią. Oba te aspekty obecne są w zestawie TŁO PAMIĘCI. Czy mogłabyś na początek powiedzieć czytelnikom kilka słów na temat tego cyklu?

 

Agnieszka Antosiewicz – Mas: Zaczęło się od dyplomu i od pamięci o moim ojcu. Masz więc dobrą intuicję, kiedy wspominasz o braku uniwersalizmu. Użyłam własnych fotografii rodzinnych, przez co całość projektu jest głęboko osadzona w pamięci indywidualnej. Punktem wyjścia była tu fragmentaryczność wspomnień oraz zacieranie faktycznego czasu i miejsca zdarzeń. Konfrontując się z pamięcią rodzinną w pewnym sensie szukałam własnej tożsamości… Wizerunki i związane z nimi historie w różnym czasie wyłaniały się z rodzinnego archiwum i stopniowo stawały się coraz bardziej istotne. Widzisz, nasze mózgi, żeby zachować swego rodzaju narracyjną ciągłość, nadpisują i łączą w całość pewne obrazy. Tworzą kolaże ze wspomnień. Na podobnym mechanizmie oparłam więc swoją pracę nad tym zestawem - prototypy powstawały intuicyjne, potem dopiero zastanawiałam się nad istotą tych prób i dopracowywałam je na właściwym kolażu.

 

Jak wyglądała ta praca od strony technicznej? I jak poradziłaś sobie z reprodukowaniem i archiwizowaniem tych prac?

 

Agnieszka Antosiewicz – Mas: Po prostu przefotografowałam je, bo tak było najprościej. Używałam przesłony f8 i statywu, a przy tym wykorzystywałam światło dzienne. Pytasz, czy dało to wystarczający efekt? No cóż, w pewnym sensie sama technika kolażu zasadza się na świadomym „zniszczeniu” obrazu”…

 

Szczególnie ciekawe wydaje mi się w tym przypadku radzenie sobie z przestrzennością tych prac oraz z niepowtarzalnością używanych przez ciebie fotografii rodzinnych.

 

Agnieszka Antosiewicz – Mas: Nakładając na siebie kilka portretów kobiet z linii mojej mamy miałam pełną świadomość, że są to jedyne egzemplarze tych fotografii. Ta niepowtarzalność wykorzystywanych zdjęć generowała pewien stres, ale i pewną energię. Jeśli zaś idzie o kolejne warstwy, istotny jest tutaj kolor - w kolorze i kolażu chodzi o to, by wycinać i podkreślać pewne fragmenty. Nadanie koloru czarno-białym fotografiom, a w tym przypadku również wspomnieniom, nadaje im zupełnie nową wartość i generuje nową percepcję przeszłości w ubarwionej, przetworzonej przez moje dzisiejsze postrzeganie, formie. Tym samym powołuję do istnienia zupełnie nową (obiektywnie nieistniejącą) rzeczywistość.

 

W ostatnim czasie, co zupełnie zrozumiałe, wielu twórców wypowiada się artystycznie na tematy związane z pandemią. Ty również masz na swoim koncie kilka takich zestawów. Jednym z nich jest PRZERWANA OBECNOŚĆ, gdzie poruszasz ważne i trudne dla ciebie zagadnienia…

Agnieszka Antosiewicz – Mas: Sytuacja związana z pandemią wywołała zmiany niemal w każdej dziedzinie życia. Zaowocowała ograniczeniem kontaktów, lękiem przed chorobą, utrudnieniami w życiu zawodowym itp., a co za tym idzie, także bolesną separacją od rzeczywistości. Poczułam, że żyję w bańce, w szklanej kuli. Funkcjonowałam w swoim zamkniętym świecie. I postanowiłam przepracować ten stan przy pomocy fotografii. Szklana kula skojarzyła mi się z łonem matki, z czymś co odcina od świata, ale gdzieś w domyśle jest też bezpiecznym środowiskiem. To trudne i graniczne doświadczenie stało się – nieco paradoksalnie i zupełnie niespodziewanie – skuteczne w określeniu mojej własnej obecności w świecie, zintegrowaniu niepozbieranych do tej pory aspektów. Finalnie odizolowałam depresję i zebrałam siły na powrót.

 

Pandemicznym zestawem są również PODRÓŻE MENTALNE, ale w tym przypadku pozwalasz sobie na dużo większy dystans, odrobinę dowcipu, grę z odbiorcą itp. Z czego wynika ta różnica?

 

Dystans i humor rzeczywiście są tutaj obecne, choć geneza powstania samego projektu sytuuje się gdzieś na przeciwnym biegunie… Cykl zapoczątkowałam niedługo po pierwszym lockdownie, 14 kwietnia 2020r. i od tego dnia starałam się robić zdjęcia codziennie. Ponieważ nie musiałam pokazywać się w pracy uznałam, że zmuszając się do regularnego fotografowania uda mi się jakoś przetrwać ten trudny dla mnie okres. Umieściłam na FB swoje portrety z opisami wymyślonego miejsca, do którego rzekomo pojechałam. Skala reakcji totalnie mnie zaskoczyła. Ludzie byli zaniepokojeni. Zastanawiali się, jak to możliwe, że podróżuję do coraz to nowych miejsc mimo wszystkich pandemicznych obostrzeń… Nie chodziłam do pracy, ale osiem godzin dziennie spędzałam tworząc kolejne zestawy. Ten rytm pozwolił mi przywrócić normalny cykl życia. Jeśli zaś idzie o wybór miejsc, do których „podróżowałam”, to kryteria wyboru bywały różne. Czasami pomagały mapy google, czasami realizowałam życzenia osób obserwujących mnie na FB. Pojawiło się też kilka miejsc/zdjęć, które mają dla mnie szczególne znaczenie. Serengeti – portret z psem – ostatnia fotografia przed jego śmiercią. Moskwa – tęsknota do baletu, do tej formy ekspresji… Ciekawe było dla mnie również łączenie fotografii z tekstem i pisanie o sobie w trzeciej osobie. A zatem, jak widzisz, to co zrodziło się jako reakcja na trudny moment w życiu okazało się bardzo pozytywnym doświadczeniem i świetną zabawą.

 

Chciałabym zapytać cię również o DUCHY PRZODKÓW, czyli zestaw fotografii portretowej, podczas wykonywania którego wchodzisz w interakcję z innymi fotografami, którzy tym razem wcielają się w rolę modeli. Jak wygląda w tym przypadku sam proces twórczy?

Agnieszka Antosiewicz – Mas: Krążę tu wokół pojęcia korzeni, umocowania naszego bytu i jego źródła. Fotografie oparte są na wcieleniu się poszczególnych bohaterów w intuicyjnie przypisane im przez mnie pochodzenie. Podczas procesu fotografowania postaci przenoszą się mentalnie w przeszłość, która (co istotne) nie jest bezpośrednio zaczerpnięta z ich pamięci osobistej. Jest to swoisty rodzaj gry w wywoływanie duchów... W przypadku tego projektu korzystam z rzeczy dostępnych pod ręką i z mojej wyobraźni. Stylizację i wizaż robię w trakcie sesji. Kreacją jest tu samo działanie – nie chcę zbytnio ingerować w te fotografie. Na ten moment jest to cykl otwarty pod względem ilości portretów, ale też i końcowej formy... Założenie było takie, żeby sportretować w ten sposób wszystkich fotografów Alfy, a najbardziej frapujące okazało się to, co działo się w trakcie pracy. Pierwsza była Ela Drewniak, dla której intuicyjnie przypisałam indiańskie korzenie. Później Patrycja Basińska, inuitka, powiązana ze zwierzętami, z naturą. Irena Polit – step, pustynia – aborygenka. Justyna, którą intuicyjnie przypisałam do białoruskiej szeptuchy. Aneta – afrykanka. Siebie widzę jako gejszę.

 

W trakcie naszej rozmowy okazało się, że szczególnie ważny jest dla ciebie zestaw zatytułowany AŻ BÓL SIĘ SKOŃCZY. W tym bardzo osobistym projekcie opowiadasz o odejściu swojego ojca, przy czym mnie, dodatkowo, zaintrygowało tutaj swoiste zapętlenie rezygnacji z fotografii i powrotu do jej wykorzystania. Czy mogłabyś w kilku zdaniach opowiedzieć czytelnikom o tym, jak przedstawia się sam projekt i jak wyglądał w tym przypadku proces jego powstawania?

 

Agnieszka Antosiewicz – Mas: Byłam bardzo związana z moim ojcem, który zmarł nagle w wieku 51 lat. Odszedł w czasie, w którym doszliśmy do porozumienia i połączyła nas bliska relacja. Zmarł w momencie, gdy go odzyskałam… Powstały 3 cykle fotograficzne, ale nie miałam poczucia namacalności i ciągle czegoś mi w nich brakowało. Stąd wyniknął pomysł prezentacji przedmiotów, które nadałyby tym zestawom fizyczności. Przedmioty zastąpiły cykle fotograficzne. Pokazywałam – popielniczkę, szklankę po herbacie, karty do gry. Początkowo przefotografowywałam je, ale ze względu na brak namacalności, nie zdawało to egzaminu. W końcu stwierdziłam, że nie trzeba ich fotografować, bo same przedmioty spełniały rolę pamiątkową, a dodatkowo miały ten ważny, namacalny walor. Finalna forma to wystawa przedmiotów z jedną archiwalną fotografią mojego ojca, na której miał około 20 lat. Przedmioty zamknięte były w szklanych kapsułach i ustawione na podestach…. Cykl zapoczątkowany jako fotograficzny, w trakcie realizacji przetransformowany został do ekspozycji przedmiotu, a potem, po dyplomie, została jego dokumentacja fotograficzna. Tylko za pomocą fotografii, z której na początku zrezygnowałam, mogę dzisiaj prezentować ten zestaw poza przestrzenią galeryjną…

 

Cykl, o którym właśnie opowiedziałaś, znalazł rodzaj kontynuacji w zestawie ODDYCHANIE. Jak do tego doszło?

Agnieszka Antosiewicz – Mas: Punktem wyjścia do tej serii autoportretów była świadomość ulotności bytu. Kończyłam trudne zmagania z żałobą. Był to moment, w którym byłam już pogodzona z odejściem ojca, a przy tym naznaczona rodzajem fascynacji tym, co martwe – szczególnie martwymi ptakami. Pracowałam w miejscu, w którym wiele z nich rozbijało się o szyby. Dozorcy, którzy znajdowali ich truchła, dzwonili do mnie z pytaniem, czy chcę je zabrać. W tym przypadku proces twórczy był bardzo intuicyjny. Gdy poczułam, że jestem gotowa, zamknęłam się w pomieszczeniu i fotografowałam z tymi znaleziskami. Pamiętam uczucie dziwności, trochę strachu w zetknięciu z martwymi ciałkami zwierząt... Później używałam również innych artefaktów. Welonu ślubnego, gdyż po śmierci taty postanowiłam wyjść za mąż i bardzo cierpiałam z powodu tego, że nie będzie go na uroczystości. Z kolei papierowa torba i sznur nawiązywały do stanów emocjonalnych, o które się ocierałam. Papierowa torba, jako lekarstwo na ataki paniki, sznur zaś, jako odniesienie do zawieszenia między życiem i śmiercią…

 

Omawiany zestaw jest bardzo spójny formalnie z twoim kolejnym cyklem, czyli AUTONOMIĄ. Czy należałoby traktować to jako przypadkową, czy zaplanowaną zbieżność?

 

Agnieszka Antosiewicz – Mas: Masz rację - „Autonomia” jest bardzo podobna wizualnie do wcześniejszego zestawu, mniej więcej ten sam jest również czas ich powstania. Kiedy myślę o tym, w jaki sposób zostały zrealizowane, również znajduję mnóstwo podobieństw. Był to moment, w którym nie radziłam sobie jeszcze z wieloma rzeczami. Nie do końca potrafiłam mówić na niektóre tematy, więc starałam się wypowiedzieć za pomocą obrazów. W tym przypadku zastanawiałam się nad ograniczeniami, które mnie krępują i nad tym, czy wypływają one ze mnie, czy są mi narzucone lub nabyte. Nic nie jest tu z góry ustalone - wszystko dzieje się intuicyjnie i jest dobierane naprędce. Chciałam zastosować atrybutu damskiej bielizny w sposób nieopatrzony, przetransformować ich zastosowanie tak, jakbym chciała przetransformować w kontekście seksualności samą siebie. Jednym słowem, chciałam przewrócić to wszystko do góry nogami.

 

Na koniec tej części naszego spotkania z czytelnikami Portfolio jako archiwum zostawiłam sobie mój ulubiony zestaw, czyli PANTEON. Jestem zauroczona tymi hipnotyzującymi fotografiami, dlatego też będę ci bardzo wdzięczna za parę słów odnośnie procesu ich powstawania oraz założeń, które przyświecały ci w czasie pracy nad tym cyklem.

 

Agnieszka Antosiewicz – Mas: Inspiracją było w tym przypadku to, co interesuje mnie od lat - przenikanie rzeczy, materii, energii. Na tych pracach znajdują się części wizerunków innych osób, a także materia nieożywiona. Jest zatem kilka ciał ludzkich, zwierzęcych, skały, woda… Nie planowałam z góry efektów końcowych. Bazując na zdjęciach z moich archiwów, składałam daną fotografię tak długo, aż pojawiał się w pełni satysfakcjonujący mnie obraz. W wyniku tych prób i długich poszukiwań, stopniowo, jedna po drugiej, wyłaniały się archetypiczne postaci niepodobne do niczego co znamy, wyposażone w zwierzęce, nieludzkie atrybuty...

 

Agnieszko, serdecznie dziękuje ci za rozmowę. Jestem absolutnie pewna, że po takiej zapowiedzi, czytelnikom nie pozostaje nic innego, jak tylko uważne śledzenie mediów społecznościowych projektu, gdzie przez kilka najbliższych dni będę prezentowała fragmenty zestawów, o których zgodziłaś się nam dzisiaj opowiedzieć.

 

Do zobaczenia.

Autorem wszystkich fotografii w tym artykule jest Agnieszka Antosiewicz-Mas.

Oprawa muzyczna prezentacji multimedialnej Mikołaj Tarsa.

 

 

 

09 listopada 2021

O pamięci i przenikaniu
(z Agnieszką Antosiewicz – Mas)

Blog - Portfolio jako archiwum