wpis nr 30

 

O słoniu na schodach i postapokalipsie

(z Haliną Mardułą)

 

Halino, niezmiernie miło mi przywitać cię jako pierwszego po dłuższej przerwie gościa Portfolio jako archiwum. O zaproszeniu cię do udziału w tym projekcie pomyślałam już podczas pierwszego kontaktu z twoją fotografią. Pamiętam mieszaninę zaniepokojenia i fascynacji twoimi pracami i twoją postawą twórczą…

Naszą rozmowę chciałabym zacząć od omówienia mojego ulubionego zestawu, czyli SPOTKAŃ Z MORFEUSZEM. Za każdym razem, kiedy oglądam te fotografie, znajduję nowe znaczenia i konteksty pomimo, że cały cykl jest bardzo precyzyjnie zbudowany i (przynajmniej pozornie) nie pozostawia zbyt wiele miejsca na (nad)interpretacje…

 

Halina Marduła: W cyklu, o który pytasz, starałam się skupić na tych rejonach mojego jestestwa, które kreowane są przez podświadomość. Wszystko zaczęło się w moich snach, których niektóre fragmenty nagminnie się powtarzały. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie mogą być tylko zlepkiem abstrakcyjnych podsumowań mojego dnia. Niektóre treści powtarzały się, więc z ciekawości zaczęłam je spisywać. Ta dziwna, codzienna, systematyczna praca zaowocowała powstaniem swego rodzaju dziennika, który okazał się być niesamowitym archiwum „o mnie – dla mnie”. Z początku chaotyczne, nieusystematyzowane zlepki myśli i abstrakcyjne obrazy stawiały opór, ale po jakimś czasie nabrałam wprawy i zapisywanie ich nie sprawiało mi już problemu. Powtarzające się, główne elementy rozszyfrowałam jako symbole „problemów” z danego okresu mojego życia. Analizowałam je i dociekałam ich sensów, natomiast przełożenie na realne znaczenia było ostatnim krokiem. Sny były abstrakcyjne, ale próbowałam doszukać się w nich symboli wykraczających poza interpretację psychologiczną. Szukałam ich w książkach, w albumach, w baśniach….

 

Czy możesz opowiedzieć nam o jakichś konkretnych inspiracjach?

 

Halina Marduła: Moje inspiracje w tym cyklu były chwilowe. Fascynujące było szukanie ostatecznego obrazu. Sny zmieniały się podążając za moją codzienną zmianą. Poszczególne motywy ulegały przeobrażeniu. Jako przykład mogę podać sen ze SŁONIEM NA SCHODACH. Schody były odzwierciedleniem mojej zmieniającej się świadomości. We śnie szłam coraz wyżej i wyżej, coraz to bardziej widziałam wszystko z góry, byłam obserwatorem. Pojawia się motyw Boga pod postacią Geneshy. Długo pracowałam nad tym zestawem, zastanawiałam się i myślałam. Sam proces był czasochłonny, a moje montaże miały być jego podsumowującym skrótem. Cykl ten od strony technicznej to manipulacja fotograficzna, ale wszystkie poszczególne składowe są moje. Każdy element fotograficzny czy plastyczny jest wynikiem mojego autorskiego działania.

A skąd efekty zarysowań na tych montażach?

 

Halina Marduła: Efekty te miały w tym zestawie pełnić funkcję spoiwa - ujednolicać te fotografie. Zależało mi na wypełnieniu nieciekawych plam, takich jak np. bezchmurne niebo. Jest to tło wykonane manualnie – farbami na zwykłej kartce. Czasami coś wylewam, wycinam, przyklejam, uzupełniam lub wyrzucam zbędne elementy z zastanego kadru. Tworząc nowy obraz sama decyduję, co pozostanie na bazowej fotografii, a z czego świadomie mogę zrezygnować.

 

Kiedy patrzy się na twoje zestawy od razu rzuca się w oczy fakt, że są one perfekcyjnie dopracowane. Z naszych rozmów wiem natomiast, że aspekt ten ma dla ciebie ogromne znaczenie. Czy mogłabyś powiedzieć kilka słów na temat pracy, która wiąże się z przygotowaniem do publicznej prezentacji danego cyklu?

 

Halina Marduła: Nauczyłam się samodyscypliny, która zapewnia mi więcej czasu na inne realizacje. Gdy utrzymuję rodzaj szeroko rozumianego porządku, po prostu łatwiej jest mi wygospodarować czas na zajęcie się ważnymi dla mnie sprawami. Natomiast w kwestiach związanych z dopracowaniem wystawy - jestem perfekcjonistką. Bardzo zależy mi na określonym efekcie i doskonałej jakości. Prawdopodobnie nie mogłaby zasnąć mając świadomość słabego wydruku prac przygotowanych na wystawę. Jednak z drugiej strony, jakkolwiek bym się nie starała wiem, że odbiorcy i tak będą widzieli (i wiedzieli) swoje. Jakkolwiek wytrwale dążyłabym do spełnienia konkretnych założeń i tak pozostawię przestrzeń do interpretacji, a co za tym idzie, do krytycznej oceny mojej twórczości. Odbieram to jednak jako coś budującego. Nie boję się oceny...

Istotne wydaje mi się to, że w momencie publicznej prezentacji zestawu zaczynam myśleć o nim, jak o bycie trzecim - oddzielona od dzieła oddaję przestrzeń jemu samemu i odbiorcy. Sama przyglądam się tylko i rejestruję odbiór. Moje fotografie są jak dzieci, które poszły w świat – funkcjonują samodzielnie, a ja nie mam już na nie wpływu. Dopóki znajdują się tylko na moim dysku, są jeszcze częścią mojej intymności, ale gdy zawisną na wystawie - stają się w pełni autonomiczne.

 

Większość twoich zestawów to fotomanipulacje, ale pojawiają się też działania prostsze w formie – fotografia cyfrowa i komórkowa. Nie posługujesz się jednak fotografią analogową – dlaczego?

 

Halina Marduła: Forma większości moich realizacji rzeczywiście jest dość zbliżona. Montaż wydaje mi się doskonałym sposobem wypowiedzi poetyckiej za pomocą alegorii. Metoda jest podobna w każdym cyklu: szukam lub intuicyjnie rozgrywam, projektuję plamy, wchodzę w obszar, który prowadzony jest przez ręce, działam spokojnie czasem tylko sprawdzając czy realizacje są technicznie poprawne. Posługuję się głównie obrazowaniem cyfrowym, chociaż fotografia analogowa nie jest mi zupełnie obca. Świadomie jednak z niej zrezygnowałam, ponieważ traciłam zbyt dużo czasu na przygotowanie materiału analogowego do montażu. W fotografii manipulowanej liczy się co innego niż sposób pozyskania poszczególnych elementów. Liczy się przede wszystkim praca w terenie, pozyskiwanie materiału do archiwum. Później, w zależności od pomysłu, można swobodnie z niego korzystać. Ja najczęściej pracuję w Photoshopie. Przed każdym kolejnym cyklem szukam materiału w archiwum na dysku. Jeżeli nie znajdę odpowiednich materiałów, wybieram się na fotograficzną wędrówkę w plener. Gdy czuję, że jestem na dobrej drodze, zaczynam działać, a jeżeli wciąż nie jestem usatysfakcjonowana pozyskanym materiałem, wracam w plener, żeby wykonać kolejne fotografie (i tak w kółko…).

 

Jak w ogóle zaczęła się ta przygoda?

 

Halina Marduła: Zdałam sobie sprawę, że studia, na których początkowo byłam, nie są moim wymarzonym kierunkiem. Zrozumiałam, że nie spełnię się tam manualnie, a bardzo mnie do tego ciągnęło. Chodząc po mieście natykałam się na plakaty z informacjami o warsztatach fotograficznych. Przez ponad rok intensywnie o nich myślałam, a na drugim roku studiów zrezygnowałam z ich kontynuacji na rzecz fotografii. To był dla mnie wielki przełom. Zrozumiałam, że fotografia to „moje rejony” - również pod względem manualnym. Potrzebowałam tego typu twórczej aktywności i odnalazłam ją na kursie fotograficznym. A potem przerodziło się to już w sposób życia…

 

Wróćmy do twoich prac. Kolejny zestaw, o który chciałabym zapytać to POWRÓT Z GWIAZD. Formalnie jest to cykl bardzo zbliżony do wcześniej omawianego, ale dominanta tematyczna jest już zupełnie inna…

 

Halina Marduła: Zestaw ten nawiązuje do powieści Stanisława Lema, gdzie głównym bohaterem jest astronauta wracający na Ziemię po wielu (ziemskich) latach i próbujący przystosować się do zaistniałych pod jego nieobecność zmian. Wydaje mi się, że poruszam tutaj ważne, a nie zawsze uświadomione aspekty naszego egzystowania. Zestaw skupia się na niewyobrażalnych zmianach, które jeszcze niedawno nie mieściły się w głowach, a dzisiaj są naszą „zwyczajną” codziennością. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością możemy również założyć, że „normalnością” przyszłego czasu będzie np. technologia, która dla nas, dzisiaj, wydaje się niewyobrażalnie odległa…

 

Innym cyklem, który mnie osobiście bardzo zainteresował, jest WOKÓŁ CIAŁA. Miałam przyjemność zobaczyć prezentację tego zestawu w postaci książki artystycznej. Osiągnęłaś tu niesamowitą szlachetność obrazu, do złudzenia przypominającą fotografię analogową…

Halina Marduła: Jest to mój najstarszy zestaw, który powstał około 2008 roku, kiedy jeszcze nie robiłam montaży i posługiwałam się klasyczną fotografią. Myślę, że to wizualne odniesienie do klasycznej fotografii to kwestia wychowania w myśleniu analogowym i jak najbardziej można tu dostrzec estetykę zaczerpniętą z tego rodzaju fotografii. Jest to jednak złudne wrażenie – posłużyłam się tutaj fotografią cyfrową. Cykl ten przedstawia wspomnienia z dzieciństwa w kontekście ulotności cielesnego bytu. Szczególnie interesowało mnie połączenie „mechanicznych urządzeń” z ciałem i szereg wiążących się z tym kontekstów…

 

To bardzo ciekawe. Czy mogłabyś w kilku zdaniach rozwinąć ten wątek?

 

Halina Marduła: Jesteśmy różni, ale jedno nas łączy – cielesność – namacalna, a co za tym idzie – naruszalna. Nie możemy się od niej wyzwolić, bo wtedy już nas nie będzie. Jest ona warunkiem naszego istnienia, przynajmniej w tym świecie. Przesyca każdą chwilę, każdy ruch, czynność, doznanie, uczucie i myśl. Bierze w tym wszystkim współudział. Nasza cielesność jest jednak nie tylko czymś wewnętrznym. Objawia się wokół nas, poprzez swego rodzaju „przedłużenia”, kontynuacje przeobrażające się z czegoś żywego w coś martwego. Są to przedmioty, którymi się posługujemy, otaczamy, które są swoistym odbiciem lustrzanym naszego ciała i jego funkcji. Długopis, sztućce, kubek, krzesło, okulary, ubrania, narzędzia. Same w sobie – są kawałkiem plastiku, szkła, metalu czy gumy. Z czasem kurzą się, rdzewieją i niszczeją. Są nam tak bliskie, powszednie, że nie zwracamy na nie uwagi, możemy je w każdej chwili wymienić, naprawić czy wyrzucić do kosza. Ale są wśród nich i takie, których widok raczej nie pozostawia nas w obojętności. Urządzenia – medyczne sprzęty, martwe, lecz ściśle związane z naszym żywym ciałem. Podlegają tym samym prawom destrukcji, jak każde inne przedmioty. Jednak wzbudzają w nas zupełnie inne odczucia, nawet, jeśli nie wiemy dokładnie, do czego służą. Są dowodem na to, o czym tak bardzo staramy się na co dzień nie myśleć, pragniemy zapomnieć – dowodem naszej materialności i śmiertelności…

 

Pozwolę sobie na moment zmienić temat i zapytać o budowę twojej strony internetowej. Zauważyłam tam pewną „grę” związaną ze sposobem prezentowania fotografii w połączeniu z tekstami. Jest to dość ciekawe działanie i na pewno nieprzypadkowe...

 

Halina Marduła: Generalnie rzecz ujmując - pisanie tekstów nie przychodzi mi łatwo. Zajmuje mi to sporo czasu i przemyśleń. Istotą są prezentowane cykle fotograficzne, które opatruję tekstami mającymi za zadanie dopełnienie wyrażenia myśli. Z drugiej strony jednak, prezentuję też teksty, w których doszukuję się formy wyrażania siebie za pomocą innego niż fotografia medium. Opatruję je pojedynczą fotografią, którą traktuję wtedy, jako dopełnienie tekstu mające za zadnie zobrazowanie myśli. Działanie tego typu ma pomóc mi uświadomić sobie, co działo się w procesie powstawania zestawów i wydobyć jakąś głębszą prawdę o nich.

 

Przejdźmy do następnego zestawu. ŚWIECKIE RELIKWIE to przedmioty spotykane w praktycznie każdym domu, którym ty nadajesz jednak wyjątkowe znaczenie…

 

Halina Marduła: Cykl ten przedstawia autentyczne pamiątki. Jedną z nich jest globus, za pomocą którego starałam się pokazać moje dziecinne wyobrażenie i fascynację światem. Innym jest statek (pamiątka znad morza, należąca kiedyś do mojego dziadka), który zawsze mnie fascynował. Są też góry - papierowe, ale przy odrobinie wyobraźni stające się rzeczywistym zaproszeniem do fascynującej wspinaczki itp. Przedmioty te zgromadziłam na pamiątkę i sfotografowałam specjalnie w celu zbudowania tego zestawu. Mam je do tej pory, spakowane w kartonach, choć nie wiem, czy będą mi jeszcze kiedykolwiek potrzebne, bo fotografując je podsumowałam pewien etap mojego życia. Najważniejsze było dla mnie zamknięcie ich w formie obrazów. Wydaje mi się, że fotografie mi wystarczą, i że nie potrzebuję mieć fizycznego kontaktu z tymi przedmiotami. Z drugiej jednak strony, trudno mi wyobrazić sobie wyrzucenie ich, dlatego czekają cierpliwie i kurzą się w pudełkach…

 

Cykl POSTAPOKALIPSA, zarówno w formie (fotomontaż), jak i treści (zmiany zachodzące w świecie) wydaje się siostrzany wobec omówionego wcześniej POWROTU Z GWIAZD.

 

Halina Marduła: Masz rację. Wspólnym mianownikiem obu tych zestawów są zmiany, które zachodzą w świecie na różnych poziomach życia. Na przykład - na pozór zwyczajne pejzaż zaburzony niespotykanym dotychczas elementem. My dzisiaj odbieramy ten element jako niepasujący i obcy, ale możliwe, że za kilkadziesiąt lat nikogo nie będzie już dziwił. Przyszłe pokolenia zwyczajnie nie będą się nad nim zastanawiać. Pytania, jakie w związku z tym się nasuwają, dotyczą tego, czy (i jak) zmiany te będą wpływały na psychikę i jakimi ludźmi w związku z nimi będziemy?

 

W kolejnym cyklu POŻĄDANIE pojawia się postać. Jest to twój autoportret. Czy mogłabyś w kilku zdaniach opowiedzieć o tym, jaka myśl przyświecała ci podczas powstawania tych prac? Albo inaczej – o jakim pożądaniu jest tutaj mowa?

 

Halina Marduła: Impulsy skłaniające nas do działania często przejawiają się w postaci ambicji skierowanej na osiąganie wygórowanych, utopijnych celów, bez względu na cenę, którą przyjdzie za to zapłacić. Uważam, że warto zastanowić się nad prawdziwą motywacją własnych działań, ich źródłem - nad tym czy wynikają one z autentycznych potrzeb, czy jedynie z chęci udowodnienia czegoś sobie i innym. A może pojawiające się pragnienia wynikają z poczucia permanentnego niespełnienia? Jeśli tak, to być może wyznaczają one pożądaną ścieżkę wewnętrznej integracji? Nawet jeśli tak jest, to rozwiązań poszukujemy najczęściej na zewnątrz siebie, rozglądając się za gotowym przepisem na życiowy sukces. Jednak nie zaspokoimy swoich pragnień, dopóki będziemy szukać na zewnątrz, i nie zwrócimy się w przeciwnym kierunku – ku sobie.

 

Zestaw MIASTO w niemal każdym aspekcie różni się od innych, dotychczas omówionych. Mamy tu do czynienia z klasyczną fotografią uliczną przedstawioną bez manipulacji. Skąd ta zmiana?

 

Halina Marduła: MIASTO to intuicyjny zestaw. Po prostu chodziłam po mieście i fotografowałam, w sposób jak najbardziej klasyczny. Jest to cykl z pozoru dość banalny, ale zaintrygowało mnie i zafascynowało dostrzeganie innych kontekstów na przykład w komunikatach reklamowych. Postrzegałam je w sposób abstrakcyjny, zupełnie oderwany od głównego przekazu. Szukałam korelacji z otoczeniem, skojarzeń, odniesień i osobistych metafor. Dzięki temu działaniu komunikaty często „odklejały się” od założonych przesłań, a ja znajdowałam dla nich nowe „zastosowania”. Relacje w obrazie budowałam mimochodem. Przy okazji pracy nad tym cyklem po raz pierwszy przejawiło się u mnie myślenie zestawem i naprawdę, przez jakiś czas, wszędzie gdzie się wybierałam - wybierałam się z aparatem.

 

Pod pewnym względem podobny, choć zbudowany na innego rodzaju spostrzeżeniach jest twój cykl fotografii komórkowej.

 

Halina Marduła: KOMÓRKOWE jest to cykl fotografii drogowej, która mnie absolutnie zafascynowała. Zaczęłam tworzyć ten cykl w momencie, gdy pojawiła się możliwość fotografowania telefonem komórkowym – była to Motorola z klapką. Fotografowałam w drodze. Byłam kierowcą i fotografem jednocześnie. Uproszczony aparat dawał mi swobodę pozyskiwania obrazów i jednocześnie niesamowitą, według mnie, specyficzną jakość. Wszystko wychodziło poprawnie (w zakresie owej specyfiki). Wracała do mnie myśl, że przejeżdżam przez miasto, mijam ludzi, trwa to ułamki sekund, a przecież każdy z nich mógłby napisać wielostronicową, ciekawą autobiografię. Dostrzeganie wyjątkowości napotkanych ludzi czy obiektów utwierdziło mnie w przekonaniu, że zatrzymanie ich w kadrze ma bardzo głęboki sens.

 

Nadal dużo fotografujesz?

 

Halina Marduła: W tej chwili mam w swoim archiwum bardzo dużo różnorodnego materiału – na tyle dużo, że praktycznie nie mam potrzeby fotografowania. Czerpię ze swoich zbiorów, co jest bardzo wygodne i dające poczucie bezpieczeństwa. Zdarzają się oczywiście projekty, do których specjalnie powstają nowe fotografie, ale wiem, że moje zasoby jeszcze się nie wyczerpały i wciąż mam nad czym pracować.

 

Halino, bardzo dziękuję ci za dzisiejsze spotkanie, a wszystkich czytelników Portfolio jako archiwum zapraszam do mediów społecznościowych projektu, gdzie w najbliższym czasie będę prezentowała fragmenty prac, o których rozmawiałyśmy. Już dzisiaj zapraszam również na spotkanie z moim następnym gościem, którym tym razem będzie Karolina Jonderko.

 

Do zobaczenia.

 

01 lipca 2022

O słoniu na schodach i postapokalipsie
(z Haliną Mardułą)