JESTEM NA:

English-language version of the text under Polish 

 

O inspiracjach i improwizacjach

(z Agnieszką Laskus)

 

About inspirations and improvisations

(with Agnieszka Laskus)

 

Agnieszko, choć znamy się dosłownie całe życie i obie zajmujemy się fotografią, to jednak nasze sposoby pracy i drogi rozwoju bardzo poważnie, wręcz kontrastowo się różnią. Twoje życie zawodowe przez dobrych kilka lat w ogóle nie było z nią związane. Później nadszedł zaś moment, w którym postanowiłaś całkowicie się jej oddać. Na wstępie opowiedz więc proszę, choćby w największym skrócie, o najważniejszych etapach tej swojej fotograficznej podróży.

Agnieszka Laskus: Mniej więcej do osiemnastego roku życia to były głównie poszukiwania, drążenie, eksplorowanie samego medium. Mam wciąż w pamięci pracę w ciemni, wyczekiwanie, szacunek dla każdej klatki. Najbardziej tęsknię chyba za momentem pojawiania się obrazu wywoływacza. Później, przez pewien czas pracowałam w ciemni z amerykańską młodzieżą. Pojawił się też temat fotografii podróżniczej, która towarzyszyła mi przez wiele lat. W nowych kontekstach kulturowych otwierałam się stopniowo na kolor i ludzi, dokumentując przy tym swoją własną drogę. Pewnego dnia w 2011 roku w Buenos Aires pojawiło się Tango, które zupełnie odciągnęło mnie od robienia zdjęć. Czułam się wtedy kompletnie wypalona jako fotograf i byłam przekonana, że nie mam już do zaoferowania żadnego ciekawego obrazu. Taniec pozwolił mi odnaleźć w sobie pokłady innej kreatywności. Ale w pewnym momencie zaczęłam fotografować znowu – tym razem tancerzy, ruch, taneczne figury i formę, a praktyczna znajomość tego tańca ułatwiła mi oddawanie jego nastrojowości. Następnie, przez wiele lat, zajmowałam się też fotografowaniem w świecie korporacji, co wiązało się z pewnego rodzaju presją i dużą ilością zleceń (od polityków, środowisk akademickich itp.).

Kiedy w tym wszystkim pojawiła się natura i, jak sądzę, twój najważniejszy (przynajmniej na obecną chwilę) fotograficzny cykl?

Agnieszka Laskus: Temat wody pojawił się bezpośrednio przed epidemią Covid-19, w roku 2018. Być może miał na to wpływ pewien wypadek z ogniem. W każdym razie pomysł na przedstawianie obrazu wody zaczął powracać do mnie z coraz większą intensywnością. Wtedy też zdecydowałam się wysłać swoje fotografie na konkursy, wystawy i do kolekcji. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że są bardzo dobrze przyjmowane i cieszą się dużym zainteresowaniem. Widzisz, wcześniej funkcjonowałam w systemie, w którym aby zrobić cokolwiek, należało wylegitymować się setkami dyplomów i innych dokumentów potwierdzających kompetencje i umiejętności. Aż tu nagle okazało się, że moje wieloletnie doświadczenie i intuicja wystarczają, aby na poważnie zająć się tym i spotkać z pozytywnym odbiorem.

Ale wracając do tematu wody – fotografuję ją, nagrywam filmy, tworzę animacje i muzykę. Podróżuję do wyjątkowych miejsc, w których na różne sposoby ją uwieczniam. Moje ostatnie prace powstawały w Grecji, Francji, Walii czy Turcji. Czasem ogarniały mnie wątpliwości, czy ten temat nie zetrze się lub nie wypali, ale każda kolejna podróż inspiruje mnie na swój wyjątkowy sposób i przynosi nowe, świeże realizacje. Dla przykładu, moja najnowsza seria wyrosła z wizyty w ogrodach Chalice Well w Glastonbury, UK, gdzie tamtejsza bogata kolekcja kwiatów akurat zroszona była deszczem. Krople w kolorowych kielichach sfotografowałam w makro i przepuściłam przez program graficzny… Właśnie w takich momentach najłatwiej pozbywam się strachu przed utratą inspiracji, bo jestem przekonana, że natura sama będzie serwować mi kolejne, zachwycające obrazy.

Z twojej opowieści wyłania się pewien zarys procesu twórczego, o który chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej. Czy jest w nim w ogóle miejsce na systematyczność i uporządkowane działanie?

Agnieszka Laskus: W pewnym momencie systematyczność i uporządkowanie rzeczywiście się pojawiły. Fotografowałam wtedy zachody słońca obserwowane z okna mojego mieszkania. Piękne, panoramiczne widoki. To był moment najbardziej stabilnych i statycznych realizacji fotograficznych w mojej karierze. Dzisiaj nie mam już szans na powtórzenie takiego działania, bo mój harmonogram w całości opiera się na improwizacji.

Jak wygląda to w praktyce?

Agnieszka Laskus: Polega na zaskoczeniu – staram się być zawsze otwarta na otoczenie i kiedy tylko otrzymuję impuls, sięgam po aparat i działam. Od wielu lat wyjeżdżając gdziekolwiek, głównie poza miasto, zabieram ze sobą cały potrzebny sprzęt: rower, komputer, aparat. Ostatnio mam też samochód, co bardzo ułatwia sprawę - mogę wsiąść do niego o każdej porze i ruszyć dokądkolwiek w poszukiwaniu źródeł (źródeł inspiracji i źródeł wody). Niedawno w Avebury odwiedziłam kręgi kamienne, ale żeby je sfotografować w odpowiedniej jakości potrzebowałabym drona, którego niestety nie mam (choć zaczynam się zastanawiać nad jego zakupem). Jak widzisz, w moim przypadku inspiracja i realizacja są ze sobą bardzo ściśle związane. Zanim pojawiła się woda, byłam zafascynowana starymi drzewami, w poszukiwaniu których jeździłam do Niemiec, Francji, Turcji i Polski. Pamiętam, że byłam w drodze do Białowieży, do której (na swoje szczęście) nie dotarłam – był to moment wielkiej wycinki tamtejszych drzew i obawiam się, że wróciłabym z załamaniem nerwowym. Jeśli zapytałabyś mnie o cel, czy przesłanie mojej twórczości, to wskazałabym na próbę obudzenia u widza miłości do natury. A praca tego rodzaju (w naturze i z naturą) sprawia, że w większym stopniu działam na poziomie serca niż intelektu – podążam za tematem, który jest dla mnie ważny. Na tym pierwszym, najważniejszym etapie moją pracownią bywają zatem brzeg rzeki, brzeg morza albo las. Dopiero po powrocie do domu przychodzi czas na bardziej metodyczne działania. Zabieram się wtedy za edycję, której jeszcze do niedawna bardzo nie lubiłam. Zainteresowałam się jednak Photoshopem i odkryłam jego możliwości, które zachwyciły mnie i zamieniły się w jeszcze jedno źródło inspiracji.

Czy przy takim trybie pracy (spontanicznym, zindywidualizowanym) udaje cię się znaleźć przestrzeń na jakiś rodzaj kooperacji z innymi artystami?

Agnieszka Laskus: Przez wiele lat wszystkie podejmowane przeze mnie przedsięwzięcia były działaniami solo. Nie miałam okazji na współdziałanie z innymi artystami. Pierwszym próbą przełamania takiego stanu rzeczy i dołączenia do grupy fotograficznej było staranie się o zakwalifikowanie do Royal Photographic Society i uczestniczenie w targach sztuki. Dzięki zdobytym w ten sposób kontaktom, dzisiaj funkcjonuję w grupie artystów wspierających się wzajemnie i wspólnie wystawiających. Okazało się to bardzo cennym doświadczeniem, które przyniosło mi pewne osiągnięcia, a jednocześnie dało poczucie pozostawania sobą w ramach większego grona. Pomimo pandemii, nadal funkcjonuję w tej relacji i jestem zapraszana do różnych działań. Otworzyłam się na środowisko artystyczne, z którego czerpię i które czerpie ze mnie – pozostajemy wzajemnie sobą zaciekawieni.

Jak wiesz, w Portfolio jako archiwum zaproszeni goście opowiadają mi również o ich doświadczeniach z archiwizacją własnych prac. Ciekawa jestem więc, jak wygląda to w twoim przypadku. Czy prowadzisz jakieś regularnie uzupełniane archiwum swoich fotografii?

Agnieszka Laskus: Nie będziesz chyba zaskoczona kiedy powiem, że archiwizacja mnie nudzi. Robi mi się słabo na samą myśl o całym tym sprzęcie, dyskach itp. Cieszę się natomiast, że istnieją social media, gdyż mogę dzielić się swoimi pracami na bieżąco. Jeżeli kiedykolwiek jakiś krach pogrzebie wszystkie te fotografie, pozostanie mi satysfakcja, że podzieliłam się nimi i nie były to zdjęcia zrobione „do szuflady”. Zdaję sobie sprawę z tego, że funkcjonowanie na Instagramie lub FB wymaga konsekwencji i regularności. Ja niestety miewam czasem kilkumiesięczne przerwy, podczas których staram się złapać potrzebny mi dystans. Niemniej jednak pozytywny odbiór moich prac w social mediach jest dla mnie bardzo istotny i sprawia mi satysfakcję. Ale wracając do twojego pytania – w moim przypadku archiwizacja polega głównie na publikowaniu prac na saatchiart.com i mojej stronie internetowej agnieszkalaskus.com. Każde ze zdjęć opisane jest pod względem lokalizacji, medium czy wydruku. Często, szczególnie w przypadku prac przedstawiających wodę, dołączam też jakąś ciekawostkę z podróży.

A co ze starszymi pracami - z okresu, gdy posługiwałaś się jeszcze techniką analogową?

Agnieszka Laskus: I tu mnie masz! Byłam pewna, że nie mam w tym temacie zbyt wiele do powiedzenia, ale właśnie zdałam sobie sprawę, że jestem dumna z archiwizacji negatywów z mojej podróży po Indiach. Dzięki opisom i numerowaniu klisz dokładnie wiem gdzie zostały zrobione konkretne zdjęcia, które dzięki temu są łatwe do odnalezienia i zidentyfikowania. Powód jest być może taki, że są to analogowe zdjęcia, a ja z cyfrową archiwizacją nie do końca potrafię się dogadać. Mam sporo dysków zewnętrznych, kilka niestety zniszczonych, przestarzałych. A moje negatywy po prostu są - i są w stanie wiele przetrwać. W analogowej fotografii potrzebna jest dużo większa dyscyplina, której nie umiem wykrzesać z siebie w przypadku fotografii cyfrowej. Swoje kolejne podróże archiwizowałam w różny sposób, w zależności od używanej techniki. Podsumowałam je wydając własnym nakładem foto-książkę. W niej jest to rzetelnie przemyślane i ułożone według schematu: daty, miejsca, krótkie historie.

Aga, bardzo dziękuję ci za tę część rozmowy i, jak zwykle, zapraszam czytelników do towarzyszenia nam w jej kolejnych odsłonach, które publikowała będę w mediach społecznościowych Portfolio jako archiwum. Na koniec zapytam cię jeszcze tylko o artystyczne plany na najbliższą przyszłość.

Agnieszka Laskus: Ostatnio podjęłam nowy temat związany z animacją, ale na razie są to dopiero początki całego procesu, więc może lepiej będzie, jeśli ten nowy projekt pozostanie niespodzianką.

 

 

About inspirations and improvisations

(with Agnieszka Laskus)

 

Agnieszka, although we have known each other literally all our lives, our ways of working and our photographic journeys differ significantly, one could say that they are exact opposites. Your professional life for a number of years was not connected with photography at all. After working for many years in different industries, you decided to dedicate yourself to it. To start us off, could you please tell us a little bit about the most important stages of your photographic exploration.

 

Agnieszka Laskus: Up to the age of eighteen, I was mainly searching, discovering and exploring the medium of photography. I still remember my early darkroom work, the anticipation, and the excitement evoked by each frame. My most cherished moment, which I miss the most, is waiting for an image to emerge out of a developer tray.

As a young adult, I worked with American youth for a while, teaching them analogue photography. There was also a fascination with travel photography, which stayed with me for many years. In new cultural contexts, I gradually opened myself to colour photography and people, documenting both my environment as well as my own photographic journey.

 

One day in 2011, Tango turned up out of the blue during a visit to Argentina and distracted me completely from taking pictures. At the time, I felt completely burned out as a photographer and was convinced that I no longer had anything interesting to offer. Dancing allowed me to find new layers of creativity and luckily, I started photographing again - this time dancers, movement, forms and figures. The practical knowledge of the dance made it easier for me to capture its mood.

At the same time, I was also involved in photographing the corporate world, which was associated with a different type of pressure, photographing political debates and having to meet someone else’s brief and expectations; this was very different to what I was used to.

 

When did nature, your most important photographic series, appear in all of this?

 

Agnieszka Laskus: The topic of water appeared just before the Covid-19 epidemic, in 2018 and was connected to an accident with fire I had had just beforehand.

The idea of ​​working with water kept coming back to me with increasing intensity. It was then that I decided to send my photographs to competitions, galleries and apply for art fairs. To my surprise, it turned out that they were very well received and enjoyed a significant level of interest. You see, I used to operate in a system where, in order to do anything, you had to present hundreds of diplomas and other documents confirming your competence, your skills. And then it suddenly turned out that I didn’t need any of these to be positively received. Years of experience in the field as well as my intuition were enough.

 

But coming back to the topic of water - I photograph it, record films, create multi-sensory presentations with sounding and, at times, I add voice-over meditations. I travel to unique places where I capture waters in various ways. My last works were created in Turkey, Greece, France and Wales. Sometimes I question whether this topic can last, but each subsequent trip inspires me in its own unique way and brings new, fresh creations.

For example, my latest series grew out of a visit to the Chalice Well Gardens in Glastonbury in England, where I was drawn to delicate raindrops resting on the beautiful collection of flowers. I photographed macro water drops and put them through a graphic program ... Moments like these help me trust that nature itself will keep providing me with new, delightful images.

 

 

There is an outline of the creative process in your story that I'd like to know more about. Is there any room for systematic and orderly action in it?

 

Agnieszka Laskus: At some point, regularity and order did indeed appear. I photographed sunsets from my apartment window, they were beautiful panoramic views. I could definitely say that it was one of the most stable and static photographic projects in my career. Today I would have no chance of working in this way because my schedule is based entirely on improvisation.

 

How does it work in practice?

Agnieszka Laskus: It's about being open to surprises – I always try to be fully aware of my surroundings and whenever I get an impulse, I reach for the camera and act. To this end, whenever I travel, I carry all my key equipment: a bicycle, computer, camera. Recently, I returned to using a car, which makes it easier to access remote locations - I can just get in a car at the spur of the moment in search of water sources, or sources of inspiration.

I recently visited crop circles in Avebury, but to photograph them in their entirety, I would need a drone, which I am thinking of getting. As you can see, inspiration and implementation are very closely related.

Before the theme of waters appeared, I was fascinated by ancient trees, in search of which I traveled to Germany, France, Turkey and Poland. I remember a number of years ago I was on my way to Białowieża, which (fortunately for me) I never reached- it was at a time of extensive of extensive logging of the oldest ancient woodland in Europe which I found extremely upsetting.

 

If you were to ask me about the goal or the message of my work, I would point to an attempt to awaken the viewer's love for nature. And this kind of work (in nature and with nature) requires the heart more than it does the intellect - I follow a topic that is extremely important to me. Thus, it will come as no surprise that my studio is sometimes a river bank, a sea shore or a forest. Only after returning to my home studio, is it time for more methodical activity. There I start editing and post-production, which until recently I did not particularly enjoy. However, I got interested in Photoshop and a few other programmes, which have helped me discover new possibilities.

 

With this mode of work (spontaneous, individualised), do you manage to find some space for cooperation with other artists?

 

Agnieszka Laskus: For many years, all the projects I undertook were solo. I didn’t have many opportunities to interact with other artists. The first attempt to overcome this state of affairs and join a photographic group was when I qualified as an Associate Member of Royal Photographic Society and began to participate in art fairs. Thanks to the contacts made, today I am part of a group of artists who support one another and at times exhibit together. It has turned out to be a very valuable experience, which has brought me a sense of accomplishment and at the same time given me the feeling of being part of a larger group and a community. Despite the recent global challenges, I still collaborate with others and am invited to various activities. I opened myself to the artistic environment which I draw from and which draws from me - we remain interested in each other’s progress and growth.

 

As you know, in ‘Portfolio as an Archive’, the invited guests also tell me about their experiences with the archiving of their own works. I wonder what it looks like in your case. Do you run any regularly updated archive of your photos?

 

Agnieszka Laskus: You won't be surprised when I say that archiving isn’t that exciting for me. I feel a degree of unease thinking about the archiving process and all the equipment… drives, back up disk etc. But I'm glad that there is social media, which allows me to share my work on a regular basis. If anything goes wrong with the artwork stored on my electronic files, at least I have shared it and it has been received rather than kept "in a drawer" and lost.

 

I am aware that functioning on Instagram or FB requires consistency and regularity. Unfortunately, I sometimes have breaks going on for as long as several months, during which I try to give myself a rest until I feel inspired again. Nevertheless, the positive reception of my work on social media is very important to me and gives me lots of satisfaction.

 

But back to your question - archiving in my case is mainly about posting artwork on instagram.com/agni_las/ saatchiart.com and my website agnieszkalaskus.com. Each photo is described in terms of location, medium or print information. Often, especially in the case of works depicting water, I also include a short detail from the trip.

 

What about older works - from the period when you still used the analogue technique?

 

Agnieszka Laskus: And here you have me! I thought I would have nothing to say about this, but I have just realized that I was proud to archive the negatives of my trip to India. I know exactly where it is and it’s easy to find. The reason is perhaps that these are analogue photos, and I can't quite get along with digital archiving. I have a lot of external drives, some unfortunately damaged and outdated. And my negatives can survive a lot. Analogue photography requires a lot more discipline, which I can't do with digital photography. I have archived my successive journeys in different ways, depending on the technique used. I summarized them by publishing a photo-book. All images are thoroughly thought through and arranged according to a sequence: dates, places, short stories.

Aga, thank you very much for this part of the conversation and, as always, I invite the readers to accompany us in its next part of the project, which will be published on social media Portfolio as an archive. Finally, I would like to ask you about your artistic plans for the near future.

Agnieszka Laskus: Recently I took up a new topic related to animation, but for now I am just at the beginning of this process, so it might be better for it to remain a surprise.

 

 

 

 

 

 

30 sierpnia 2021

O inspiracjach i improwizacjach
(z Agnieszką Laskus)

About inspirations and improvisations
(with Agnieszka Laskus)

Katarzyna Laskus - fotografia