JESTEM NA:

O archiwach fotografii rodzinnej

 

Skrupulatny przegląd zbiorów moich starych, analogowych fotografii raz po raz odkrywa przede mną zapomniane zdjęcia rodzinne. Mój odbiór tych fotografii, niejednokrotnie wykonywanych przez którąś z bliskich mi osób, nasycony jest różnymi, często niezwykle intensywnymi emocjami. Szczególną uwagę przykuwają zaś zdjęcia pradziadków, dziadków, czy też innych osób, które już odeszły. Nie sposób przejść obojętnie wobec powagi i pewnego rodzaju podniosłości wyczuwalnej na tych fotografiach. W czasie, gdy powstawały, bycie uwiecznionym na zdjęciu jawiło się jako coś naprawdę istotnego i wymagało konkretnych przygotowań oraz postaw (ubiór, mimika). I choć przesadą byłoby doszukiwanie się w tych portretach daggerowskiego oddania (dagerotyp sam w sobie wymagał dyscypliny od modela, który przede wszystkim musiał wytrwać w bezruchu), to jednak sam fakt zachowania tych wizerunków skłania mnie do wytężenia uwagi i traktowania każdego detalu jako potencjalnego klucza do poznania „prawdy” o życiu przedstawionej osoby.

W czasie pracy nad Portfolio jako archiwum niemal każdego dnia utwierdzam się w przekonaniu, jak bezcenną wartość ma fotografia traktowana jako nośnik pamięci. Fotograficzna „dokumentacja” życia staje się trudną do przecenienia podporą dla wspomnień – z jednej strony jest ich katalizatorem, z drugiej zaś instrumentem umożliwiającym obiektywizację. Ponadto, w przypadku zdjęć, o których wspomniałam chwilę wcześniej, może spełniać też rolę wehikułu czy też wziernika, za pomocą którego nasza jednostkowa biografia łączy się z życiorysami nieżyjących już krewnych. Mogłabym w tym miejscu odwołać się do któregoś z setek doskonale znanych przykładów zaczerpniętych z historii fotografii. Zakładam jednak, że bardziej adekwatne (i ciekawsze) będzie wskazanie tych kilku aspektów, które przychodzą mi na myśl, kiedy myślę o posiadanej przez mnie kolekcji rodzinnych fotografii:

 

1. – Moi dziadkowie ze strony mamy prowadzili jasne, czytelne, skrupulatnie uzupełniane drzewo genealogiczne swojej rodziny. Wizerunki jej „nowych” członków były starannie opisywane, a całość umożliwiała identyfikowanie postaci pojawiających się na innych fotografiach i była rodzajem bezcennego katalogu. Nie znam jego losów po śmierci dziadków. Mogę mieć tylko nadzieję, że ktoś inny przejął na siebie ten obowiązek i uzupełnia nowe gałęzie nowymi wizerunkami… Wiem jednocześnie, że tego typu rodzinne projekty przytrafiają się stosunkowo rzadko. W rodzinie ze strony mojego taty pomysł na konstruowanie takiego drzewa chyba zwyczajnie nie zaistniał. Być może jest to wynik luźniejszych więzów lub mniejszej zażyłości. Matka ojca, ze względu na zaawansowaną demencję, nie może w żaden sposób pomóc w zidentyfikowaniu znanych jej kiedyś postaci. Jej syn odnalazł niedawno w jej szafie portret jakiegoś mężczyzny. Kim był ten człowiek, o którym nic nie wiemy, który zatarł się w pamięci starej kobiety, po którym pozostała tylko fotografia?

2. – Jestem posiadaczką nieprawdopodobnej wręcz ilości slajdów z mojego dzieciństwa. Uwielbiam te fotografie, z których większość zrobił mój ojciec. Pamiętam pozowanie w fotelu w bezruchu i powtarzające się napomnienia, aby przypadkiem nie zerwać kabla od lampy błyskowej (umieszczonej na szynie w aparacie, lecz podpiętej bezpośrednio do gniazdka). Kiedy dziś przyglądam się tym zdjęciom, niejednokrotnie zauważam kabel, który niepostrzeżenie wkrada się w kadr… Pomimo technicznych niedoskonałości, fotografie te są na swój sposób doskonałe. Przeglądając je odnoszę przyjemne wrażenie przeniesienia do czasów dzieciństwa. Moje ulubione zdjęcie z tego zbioru przedstawia troje dzieci kąpiących się w balii. Wchodzące w ostry pomarańcz, zakłamane światło nadpisuje moje wspomnienie i pozostawia w przekonaniu, że właśnie takie oświetlenie nam wtedy towarzyszyło. W takich momentach myślę o bezwzględnej wartości fotografii, która potrafi wywoływać (i modelować) sentymentalne wspomnienia.

3. – Fotografia bywa też pamiętnikiem spostrzeżeń, przypadkiem dostrzeżonych związków, zbiegów okoliczności. Na jednej z rodzinnych imprez ku swojemu zaskoczeniu uświadomiłam sobie, że moja siostra, rodzice i babcia rodzili się w równych, dwudziestopięcioletnich odstępach. Zgodzili się wtedy na wykonanie wspólnej fotografii, którą zatytułowałam: „25,50,50,75”. I choć dla osób z zewnątrz zdjęcie to nie będzie różniło się niczym od tysięcy podobnych, to zarówno dla mnie, jak i dla mojej rodziny obrosło w wiele kontekstów i stało się bardzo istotne.

4. – Nie sposób nie wspomnieć również o najbardziej rozpowszechnionej obecnie metodzie fotografowania. Ponieważ sama staram się nie postrzegać fotografii komórkowej wyłącznie pejoratywnie, chciałabym pokazać wam przy tej okazji portret wykonany podczas rozmowy z moją siostrą. Z uwagi na to, że mieszka ona zagranicą, a pandemiczna sytuacja dodatkowo komplikuje możliwość bezpośredniego spotkania, rozmowa odbyła się za pośrednictwem internetowego komunikatora, co uznać można chyba za jeden z symboli postępowania cyfrowej rzeczywistości. Technika pozyskania tego zdjęcia nie będzie stanowiła więc dla nikogo żadnej tajemnicy, a fotograficzne rzemiosło zastąpiła tu po prostu technologia. Niemniej jednak nie wykluczone, że również w tym przypadku ktoś zada sobie kiedyś pytanie, kim są kobiety na tym słabej jakości zdjęciu…?

 

Na fotografii tej jestem z Agnieszką Laskus, moją siostrą, a zarazem kolejnym gościem zaproszonym do współpracy przy Portfolio jako archiwum. Rozmowa o jej pracach, nad którymi w końcu będę mogła się należytą uwagą pochylić, zapowiada się jako ekscytujące doświadczenie, na którego efekty już dzisiaj wszystkich was zapraszam.

Do zobaczenia.

 

25 sierpnia 2021

O archiwach fotografii rodzinnej

Katarzyna Laskus - fotografia