JESTEM NA:

O czterech aparatach (sentymentalny obraz miasta)


W poprzednim wpisie prezentowałam twórczość Wojciecha Kubickiego, którego rzetelność i kunszt w posługiwaniu się techniką analogową zasługuje, moim zdaniem, na najwyższe pochwały. Niemniej jednak, rozmowa z Wojtkiem uświadomiła mi po raz kolejny, że ja sama, po wielu latach pracy w ciemni fotograficznej, nie chciałabym już wracać do tej metody pozyskiwania obrazu, zarówno ze względu na wygodę, jak i oszczędność czasu, które niesie ze sobą technologia cyfrowa. Zanim jednak myśl ta przerodziła się w przekonanie, testowałam różne rodzaje aparatów, aby zapoznać się z
ich obsługą i sprawdzić możliwości wykonywania ciekawych zdjęć.
Pracując wspólnie z Patrycja Basińską nad pewną wystawą, o której więcej postaram się opowiedzieć w jednym z kolejnych wpisów, w naszych głowach zrodziła się koncepcja „fotografowania byle czym”, która w moim przypadku wyewoluowała w osobny projekt dotyczący rodzinnego miasta pt.: „The Bloks Camera” (ostatecznie: „Pejzaż miejski – Słupsk”). Jednym z jego technicznych założeń było przetestowanie różnych aparatów fotograficznych. Dzięki temu, pozyskiwałam obrazy o różnych jakościach, wielkościach i proporcjach boków. Ze względu na różne obiektywy powstawały fotografie tych samych ujęć, ale o znacznych różnicach w kadrach. Byłam ciekawa, jakie możliwości obrazowania kryją się za użyciem różnego rodzaju
sprzętów…


Do zrealizowania projektu użyłam czterech aparatów:
- Canon eos 5 D mark II z obiektywem 40 mm;
- Canon eos 20 D z własnoręcznie wykonaną nakładką otworkową;
- telefon Huawei P20 Lite;
- telefon Nokia 225.
Najłatwiej było mi fotografować za pomocą telefonu Huawei P20 Lite – wynikało to z codziennego przyzwyczajenia do robienia szybkich, ładnych zdjęć. Lekki aparat, jasny wyświetlacz, szybki procesor. Drugim z kolei był mój ulubiony Canon 5D, który służy mi od lat i wytrzymuje najdziwniejsze nawet pomysły. W tym jednak przypadku
satysfakcjonujący obraz wymaga użycia programu graficznego, ponieważ ingerencja z poziomu samego aparatu jest czasochłonna i nie sprawdza się w tego rodzaju przedsięwzięciach. Nokia 225 została dołączona do projektu ze względu na bardzo kiepską jakość obrazu, co, paradoksalnie, z mojego punku widzenia stanowiło wartość
dodaną. Z kolei Canon 20D jest bardzo starym modelem, dodatkowo zubożonym poprzez odjęcie obiektywu i zastąpienie go nakładką z otworem wywierconym przez zegarmistrza z blaszce z dyskietki (w tym przypadku szczególnie zależało mi na precyzji, ponieważ w fotografii otworkowej jakość wywierconego otworu wprost
proporcjonalnie przekłada się na ostrość).

Omówiony powyżej dobór sprzętu zobligował mnie do z góry określonego działania.
Kluczowy był m.in. wybór dni dogodnych pod względem oświetleniowym do użycia wszystkich wspomnianych aparatów (przykładowo – Canon 20D wymagał naświetlenia kilkudziesięciu sekund). Zależało mi również na uzyskaniu podobnych kadrów, dlatego nie bez znaczenia pozostawała też logistyka samego przedsięwzięcia: Canon 20D na statywie, Canon 5D przewieszony przez ramię, Nokia na smyczy u szyi i Huawei w kieszeni - po dotarciu do jednego z interesujących mnie miejsc i wybraniu odpowiedniego kadru, starając się nie zmieniać pozycji, wykonywałam cztery
fotografie, czterema różnymi aparatami. Jakie przyniosło to efekty?
Po pierwsze – uzyskałam duży zbiór sentymentalnych fotografii, które choć istotne dla mnie, dla odbiorcy mogłyby wydać się zwyczajnie nudne.
Po drugie – skomponowałam zestaw (format 18x21 cm, wydruk cyfrowy na tekturkach) fotografii, na których przedstawiam obok siebie te same kadry wykonane różnymi aparatami. Z daleka wyglądające jak naścienne kafelki, pozwalają dostrzec różnice pomiędzy sprzętami.
Po trzecie – skomponowałam zestaw wykonanych Nokią 225 cyfrowych fotografii, przerobionych na czarno – białe i umieszczonych na stronie internetowej w zakładce „Pejzaż miejski Słupsk”.
Po czwarte wreszcie i dla mnie najistotniejsze - fotografie z Canona 20d wydrukowane zostały na folii i pokazywane na lightboxie, gdzie poprzez oświetlenie od spodu uzyskują dodatkową jasność, lekkość i przestrzeń. Co prawda efekt ten widoczny jest jedynie w bezpośrednim kontakcie (cyfryzacja tej części zestawu zupełnie mija się z celem), ale bez obawy o zniszczenie udostępniam zdjęcia
odbiorcom i zachęcam ich do samodzielnej „obsługi” – powstające przy tej okazji rysy, załamania i pęknięcia wskazują na przemijanie, które jest przecież jednym z głównych tematów całego projektu.
Wykonanie tak dużej ilości zdjęć wymagało ode mnie również konsekwencji w ich usystematyzowaniu i archiwizacji. W folderze głównym znalazły się cztery podfoldery (opisane według nazwy aparatu), a w nich kolejne trzy – pliki surowe / pliki
obrobione w programie graficznym / pliki gotowe do publikacji w internecie.


Jak można wywnioskować na przykładzie powyższego opisu, jeden, na pozór niezbyt skomplikowany, projekt uruchomić może szereg opcjonalnych możliwości wykorzystania uzyskanych wyników. Wiele zależy w tym względzie od konsekwencji i skrupulatności działania, gdyż najlepszym pomysłem nie koniecznie musi okazać się ten, z którym rozpoczęliśmy pracę nad danym tematem. Spostrzeżenie to w pewnym sensie potraktować można jako wprowadzenie do spotkania z moim kolejnym gościem, który choć na co dzień zajmuje się fotografią reporterską, portretową, kulinarną i dziecięcą, opowiadał będzie o kilku osobistych, pamiątkowych cyklach.
Śledźcie więc Portfolio jako archiwum, żeby nie przegapić rozmowy z Kubą Ociepą.


Do zobaczenia

31 maja 2021

O czterech aparatach

Katarzyna Laskus - fotografia