JESTEM NA:

Jak wspominałam już w pierwszym wpisie, który pojawił się na tym blogu, Portfolio jako archiwum, poza walorem edukacyjnym, ma również mnie samą zdopingować do uporządkowania swojej twórczości. Od wielu lat marzyłam o czasie, który mogłabym przeznaczyć na stworzenie cyfrowego archiwum własnych prac, z których najwcześniejsze pojawiły się w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Od tamtej pory powstała nieprzebrana wręcz masa fotografii. Na dodatek, przez ostatnich dwadzieścia pięć lat posługiwałam się wieloma, często radykalnie różniącymi się metodami pozyskiwania obrazu. Jak sami na pewno się domyślacie, każda z nich wymagała będzie innego sposobu cyfryzacji, a co za tym idzie, specyficznego sprzętu i wiedzy umożliwiającej właściwe jego użycie.

Osoby zainteresowane konkretnymi rozwiązaniami, bez trudu mogą znaleźć dziś w internecie dedykowane im, profesjonalne poradniki. Z kolei skanowanie mające na celu uzyskanie galeryjnej jakości prac jest raczej domeną wyspecjalizowanych zakładów fotograficznych i odbywa się przy użyciu zaawansowanego technologicznie, specjalnie przystosowanego osprzętowania. Dlatego w tym miejscu będę starała skupić się na usystematyzowaniu Waszej wiedzy dotyczącej archiwizowania materiałów w celu zamieszczenia ich w sieci i/lub przygotowania do druku w małym formacie. Przy okazji podrzucę też garść praktycznych wskazówek zaczerpniętych z doświadczenia własnego i zaproszonych do współpracy gości.

 

Po pierwsze więc – co mam zamiar zarchiwizować?

W mojej kolekcji znajdują się:

Płytki szklane

Nie jestem autorką tych kilku zdjęć. Dziesięć lat temu, za sto złotych kupiłam je od sąsiada, który opróżniając piwnicę natknął się na zakurzone pudełko ze szkiełkami. Pomimo, że trwalsze od zwykłych, celuloidowych negatywów, płytki szklane są nadzwyczaj delikatne i podatne na zarysowania, toteż ich nieumiejętne skanowanie obarczone jest ryzykiem uszkodzenia oryginału.

Błony graficzne

Używałam ich w celu uzyskania obrazu pozytywowego z negatywu, aby poeksperymentować z technikami szlachetnymi (np. reliefem). W ciemni uzyskanie takiego efektu zajmuje kilka godzin i uwarunkowane jest szeregiem procesów fotochemicznych. W programie graficznym wystarczy kilka sekund - filtr, suwak - gotowe…

Negatywy wielkoformatowe

Nie przepadam za tymi fotografiami, bo wykonałam je aparatem, którego dopiero się uczyłam. Mimo, że praca z negatywami wielkoformatowymi zakładanymi do specjalnych kaset, sama w sobie była ekscytującym doświadczeniem, a naświetlenie błon odpowiednie, nie poradziłam sobie z ustawieniem przedniego i tylnego standardu, przez co głowa koleżanki na tych fotografiach jest bardzo zniekształcona.

Negatywy 24x36mm

Tych negatywów, naświetlonych i wywołanych, posiadam w moim archiwum dziesiątki (jeśli nie setki) i na pracę z nimi cieszę się najbardziej. W wyniku splotu życiowych decyzji zrezygnowałam z klasycznej fotografii analogowej, ale pozostał ogromny zbiór, z którego najciekawsze są dla mnie te fotografie, których nigdy nie powiększyłam – czekające na odkrycie, owiane tajemnicą…

Negatywy 60x60mm

Bardzo podobała mi się twórczość fotografów posługujących się średnim obrazkiem i sama wykonałam kilkadziesiąt takich filmów. Niestety, chyba nie do końca wyczuwam ten sposób kadrowania i o wiele swobodniej pracuję zamykając swoje obrazy w prostokącie.

Papiery fotograficzne traktowane jako negatyw

Fascynujący materiał fotograficzny. Poprzez wyjątkowo niską czułość nadaje fotografiom wyjątkowy klimat, lekkie poruszenie i złudzenie nieostrości przy wykonywaniu portretów.

Papiery ksero

W latach 90-tych, pracując w punkcie ksero, byłam zafascynowana możliwością bawienia się obrazem. Kserowałam dłonie, stopy, twarz i starałam się wykorzystywać błąd kserowania jako jakość twórczą. Efekty pozostawiają sporo do życzenia, ale doświadczenie okazało się ciekawe.

Kolaże fotograficzne

Połączenia fotografii klasycznej z cyfrową, łączenie materiałów (papierów, farb, klejów) – eksperymenty z fakturą, strukturą i przestrzenią… I oczywiście pytanie: w jaki sposób zarchiwizować je, aby w internecie lub druku nie zatraciły istoty kolażu.

Fotografie pozytywowe

Choć dzisiaj gromadzenie ich nie jest już tak powszechne, jak w erze analogowej, to jednak wielu z nas posiada zapewne albumy z fotografiami rodzinnymi. Są to jedyne w swoim rodzaju, unikatowe kolekcje, które cyfryzacja może uchronić przed zapomnieniem lub zniszczeniem. Sama na przykład posiadam tylko kilka zdjęć z wczesnego dzieciństwa, bo kartony z tymi fotografiami zalał deszcz w nieszczelnym garażu i lękiem napawa mnie myśl, że podobny los mógłby spotkać albumy pozostawione przez dziadków.

 

W kontekście wskazanej powyżej kolekcji nasuwa się oczywiście pytanie o sposób przechowywania oryginałów. Co zrobić z wymienionymi materiałami fotograficznymi już po archiwizacji? Gdzie i jak je przechowywać? W co zapakować? Jak zabezpieczyć? Należy bowiem pamiętać, że zarówno fotografie, jak i negatywy są niezwykle wrażliwe na zmiany temperatury i wilgotności powietrza, a co za tym idzie, atakowane przez grzyby i bezpowrotnie niszczone. Na podobne pytania również będę musiała znaleźć niedługo odpowiedź, ale póki co, czeka mnie sentymentalny powrót do przeszłości, podczas którego mam nadzieję odkryć zapomniane i cenne zestawy, które mogłabym dołączyć do swojego artystycznego portfolio.

 

Zabieram się zatem do pracy, a Was już dzisiaj zapraszam na kolejne spotkanie z zaproszonym do współpracy gościem. Obrazy Moniki Tarsy, krakowskiej malarki i pedagożki, na których lekki pędzel łączy się ze szpachelką, i które na koniec artystka przyozdabia szlagmetalem, aż proszą się, aby ich dotknąć, do czego zresztą sama autorka namawia. Rozmawiać będziemy więc o trudnej sztuce reprodukowania dzieł, których jakość przejawia się przede wszystkim w bezpośrednim kontakcie…

 

Do zobaczenia.

 

 

 

15 marca 2021

Przegląd zasobów

Katarzyna Laskus - fotografia